Crimson Peak. Wzgórze krwi

Dyskusje i opinie na temat obejrzanych filmów i seriali
Awatar użytkownika
Ravengirl
Kapitan
Kapitan
Posty: 992
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 19:58
Lokalizacja: Dark interior

pn 26 paź 2015, 16:46

Reżyseria:Guillermo del Toro
Scenariusz: Guillermo del ToroMatthew Robbins
Obsada: Jessica Chastain, Tom Hiddleston, Mia Wasikowska, Charlie Hunnam
Gatunek: Horror (wg Filmwebu) / Gorycki romans
Produkcja: USA
Premiera: 23 października 2015 (Polska) 9 października 2015 (świat)


Opis z ulotki ;)
"W sercu młodej pisarki Edith miłość do przyjaciela z dzieciństwa walczy z zniewalającym uczuciem do tajemniczego arystokraty. Kiedy w jej rodzinie zdarzy się tragedia, Edith trafia do mrocznej posiadłości, w której ścianach musiało zdarzyć się wiele zła. Ten dom oddycha, krwawi i ... pamięta"
Jeśli chodzi o moją opinię po obejrzeniu filmu, to po pierwszym zachwycie, omówieniu i popruciu jego grubych nici wraz z Rez i kilkudniowym przetrawieniu ostatecznie muszę stwierdzić, że był ok ale szału nie ma, 4 liter nie urywa.
Mogłabym wymienić chyba z 20 rzeczy które mi się w nim nie podobały (lub nawet więcej) ale to temat na inną rozmowę, powiem o niewykorzystanym potencjale całego filmu, postaci, historii, domu. Powiem również, że koniec końców zawiodłam się na Guillermo del Toro. Po fantastycznym "Labiryncie fauna" i moim zdaniem dobrej "Mamie", spodziewałam się czegoś lepszego.
Z tego co mi się na pewno podobało to końcówka filmu. Mimo pewnych niedociągnięć, całość zakończenia była nawet fajna. Bardzo podobała mi się Lucille, moim zdaniem ratowała film, pomagała jej również Edith, zwłaszcza że nie przepadam za Mią W. a przyznam, że w tym filmie zagrała bardzo fajnie.
Z przykrością stwierdzam, że najlepszą sceną filmu ogłoszę tą z patelnią w kuchni i to zasługa genialnej Jessici.
Ogólnie film oceniam na 4/10

Awatar użytkownika
Ana
Starszy chorąży
Starszy chorąży
Posty: 391
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 12:28

pn 26 paź 2015, 17:12

A więc... po filmie spodziewałam się trochę więcej. Mma pewien niedosyt spowodowany tak długim czekaniem na film i przesadnymi obietnicami samego reżysera.
Chyba jak większość również sądzę, że sam motyw domu i odrobinę duchów nie został w pełni wykorzystany. Fabuła była w miarę przewidywalna, a postaci ciut źle zarysowane ( zwłaszcza Alana, który byłby nawet zbędny )choć duży plus za tak mocne kobiece charaktery. Do plusów zaliczę się zwłaszcza scenografia, kostiumy i muzyka, wizualnie film dla mnie wymiata. Ogólnie tak jakby pierwsza połowa jak i końcówka bardzo mi się podobała, padło kilka fajnych ( nie wiem zbytnio jak to określić) sentencji, zdań.
Co do Toma to uważam, że swoją rolę odegrał przywoicie, sam jego wygląd powala, zwłaszcza podobała mi się scena gdzie odrzuca Edith i zostaje spoliczkowany ( ta gorycz w głosie i mówienie przez zęby :D ) Ale w scenariuszu można było jego postać bardziej dopracować ;)
W sumie film mi się bardzo podobał, nie był horrorem, których nie lubie, choć ciut za mało romansu jak dla mnie ;)

Awatar użytkownika
Ravengirl
Kapitan
Kapitan
Posty: 992
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 19:58
Lokalizacja: Dark interior

pn 26 paź 2015, 17:22

Wraz z Rezedą, po premierze długo wyczekiwanego przez Nas wszystkie filmu, przeżywałyśmy jego szwajcarską strukturę, analizowałyśmy grube nici którymi go zszyli i wytykałyśmy prosto w nos pana del Toro nasze uwagi. Oczywiście wiem, że część z uwag, jakie można mieć do filmu, fabuły i postali, może być i pewnie jest zasługą 2 lat oczekiwania na efekt finalny, mnóstwa zdjęć, wywiadów, materiałów. Wiem, że miałyśmy czas na nadbudowanie sobie całej szopki wokół no ale, oni też mieli dużo czasu, żeby te dziury załatać, a tego nie zrobili.
Tak więc zapraszam do posiedzenia anty szwaczek i wylania żali które zebrały się nam gdzieś w serduszkach po obejrzeniu filmu.

1. Szanowna Pani Cushing, wielka pisarka, wyzwolona kobieta, niemal feministka tamtych czasów. Broni swojej powieści z duchami, w której nie ma wątku miłosnego po czym zakochuje się po uszy w pierwszym lepszym gościu, który pochwalił jej pisaninę...
2. Thomas. Nie można nie zauważyć niespójności tej postaci i jej charakteru. Facet który [pink]gzi się z własna siostrą[/pink] pomaga w zabójstwach dla pieniędzy a przy tym wynalazca z duszą romantyka, rozpływający się nad swoją maszyną. To niesamowite jak bardzo chciał wygrzebywać tą glinę, skoro był w stanie poświęcić temu życie 3 kobiet.
3. Niewykorzystany dom boli najbardziej. Tak piękna scenografia, tak dopracowany plan, tyle przygotowań, po to, żeby dom stał się jedynie tłem i makieta na której odbyła się cała akcja! To tak boli, ten dom mógł być tak ważnym elementem, a był tylko dziurą w dachu i gliną przeciekającą przez deski podłogi
4. Mordercze rodzeństwo które kompletnie nie uważa na to co robi, nie dba o zacieranie śladów i pozbywanie się dowodów zbrodni i poszlak (jak np. walizka na poziomie -1, czy trup w kadzi z gliną [wgl why nikt jej nie zakopał, tylko ją wpakowali do tej kadzi?!])
5. Głupota Edith w akcji o kryptonimie "Enola". Tak dużo zaryzykowała zakaszając jej ten klucz z pukla a potem jak głupia gąska wcisnęła go na miejsce, zamiast no nie wiem, rzucić go gdzieś na podłogę w kuchni, bądź wgl wyrzucić go przez okno i udawać głupią i nie wiedzącą o kluczu.
6. Thomas który widzi Edith w windzie, pokrwawioną, z pokrwawionym piórem w ręce, nie pyta co się właściwie stało, nie dziwi go, że udało jej się uciec morderczej siostrze, mówi że idzie zakończyć tą sprawę, pali dokumenty i zamiast zabrać 4 litery w troki i spadać z domu to idzie do siostry i zaczyna jej truć o życiu razem długo i szczęśliwie (wgl czy on miał coś z głową? Gadał jak potrzaskany, co on myślał że Edith po tym wszystkim będzie chciała z nim zostać? i wgl tak przejdę do..)
7. Edith, wykorzystana przez Thoma, truta przez nich, osaczona przez siostrę, zaatakowana przez siostrę, znając kazirodcze zapędy mężusia zachowuje się jakby, rzeczywiście była skłonna do jego scenariusza "zapomnijmy o masakrze i morderstwach i żyjmy razem po kres dni"
8. Ojciec Edith, który dowiedziawszy się o bigamii Thomasa daje mu kase i karze spadać, zamiast odprawić ich z domu i pogrozić policją
9. Scena na poczcie, która wcale nie wyglądała jakby była dla Edytki nocą poślubną. Zero skrępowania, zero zażenowania, zero strachu. Zachowywała się jak doświadczona w tych sprawach pani, a przecież wtedy nie było internetu, kobiety nie wiedziały za dużo o tych sprawach. Jeśli ktoś miałby je w cokolwiek wprowadzać to matka, której Edith nie miała...

Tak na początek

LilyOfTheValley

pn 26 paź 2015, 17:37

Film z tych, które poleciłabym na nudny jesienny wieczór z adnotacją: "przed seansem zaopatrz się w popcorn i colę". Za dużo keczupu i innych "szmerów-bajerów". Nie moje klimaty i gdyby nie udział Toma, który na ile mógł na tyle wykorzystał swój potencjał aktorski (wszak z pustego i Salomon nie naleje), prawdopodobnie nie poszłabym do kina (mimo szacunku dla reżysera jednego z moich absolutnie ukochanych filmów - "Labiryntu Fauna").
Wady Crimson Peak równoważą zalety - doborowa obsada, ładne zdjęcia i pojedyncze sceny, z których najbardziej urzekła mnie ta z walcem [fot]Obrazek[/fot]

Zasadniczo zgadzam się z powyższymi uwagami.
Co do punktu 1:
Która by nie uległa mężczyźnie z TAKĄ aparycją ;)
Co do punktu 9:
Tak właśnie "te sprawy" wyglądają w większości filmów, nie tylko komercyjnych...

Wszystkie wymienione niedociągnięcia wraz z ilością "keczupu pudliszki" czynią film dość zabawnym. Rozrywka na "babski wieczór" jak znalazł ;)
Ostatnio zmieniony śr 28 paź 2015, 01:05 przez LilyOfTheValley, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Ana
Starszy chorąży
Starszy chorąży
Posty: 391
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 12:28

pn 26 paź 2015, 17:49

Zapomniałabym, coś mnie po seansie nękało, a konkretnie
SpoilerShow
kogo miał na myśli duch matki Edith mówiąc, że będzie miała jego krew na swoich rękach? O Thomasie, Alanie czy o ojcu? Bo w sumie dwóch przez nią zginęło,a dosłownie miała krew Alana i "duchową" Thomasa na rękach :D
Ostatnio zmieniony pn 26 paź 2015, 20:34 przez Ana, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Ravengirl
Kapitan
Kapitan
Posty: 992
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 19:58
Lokalizacja: Dark interior

pn 26 paź 2015, 20:08

Ana pisze:Zapomniałabym, coś mnie po seansie nękało, a konkretnie
SpoilerShow
kogo miał na myśli duch matki Edith mówiąc, że będzie miała jego krew na swoich rękach? O Thomasie, Alanie czy o ojcu? Bo w sumie dwóch przez nią zginęło,a dosłownie miała krew Alana i "duchową" Thomasa na rękach :D
SpoilerShow
Mnie się wydaje, że mówiła o Thomasie, bo tak jakby przez nią/dla niej on zginął... niejako
Edit:
Dodam tu świetną recenzje roli Charlie'go Hunnam'a
Agu pisze:no Charlie uparcie próbuje mieć znaczenie w filmie xD
Ostatnio zmieniony wt 27 paź 2015, 11:47 przez Kamyk, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: dodano spoiler

Awatar użytkownika
Agu
Kasztanowy Rotmistrz
Kasztanowy Rotmistrz
Posty: 2309
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 20:38
Lokalizacja: Żywiec

śr 28 paź 2015, 14:00

Po dwóch latach oczekiwań, spekulacji, takiego trochę ciociowania, na pewno ciężko pójść na ten film i nie traktować go troszkę jak małego siostrzeńca, którego widziało się dorastającego. Ciężko w takich warunkach o obiektywną ocenę, bo przecież Tom, bo Jess, bo pierwsza, wspólna premiera. Tak więc wyłamię się z pozytywną recenzją. Jednak po dwukrotnym obejrzeniu, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że film mi się podoba. I tyle. Ani wybitny, ani strasznie zły, że lepiej byłoby zapomnieć. Podoba mi się. I mogłabym go oglądać raz za razem z taką samą przyjemnością. Nie tylko dla Toma. Owszem sir Thomas rozkłada moje feelsy na czynniki pierwsze a to walcem, a to koparką, a to zakręconym włoskiem na poduszce, a to znów przejmującą łezką w oku. No jak tu się nie zakochać...
Ale Tom Tomem, a moja best actress Jessica robi kawał dobrej roboty, w tym najlepszą scenę całego filmu – czyli „wściekły, zazdrosny rondel”. Jedyna scena w całym filmie, która mnie zupełnie poważnie przestraszyła, gdzie powiało smutną grozą. Mia tym razem też mi się podobała, chociaż miewam co do niej mieszane uczucia (o ile Alicją była idealną, o tyle w Jane Eyre już coś nie zaiskrzyło). Charlie, jak wspomniałam
Agu pisze: uparcie próbuje mieć znaczenie w filmie
ale w sumie je w końcu znajduje, gdyby trochę nieposzerlokował, to Edith mogłaby pożegnać się z życiem.

Z tych dobrych rzeczy to oczywiści scenografia, kostiumy, piękna muzyka i ogólnie spójny, fajny pomysł na całość. I nawet po drugim razie nie przeszkadza mi kilka rzeczy, które za pierwszym razem raziły (upadek przez barierkę rzeczywiście nie musiał uszkodzić kręgosłupa, skoro stare drewno mogło bardzo łatwo się rozsypać, no a śnieg zamortyzował, a wyciąganie sobie ząbkowanego noża z twarzy mogło jednak zająć trochę czasu).
Owszem, film ma minusy, ooj ma, kiedyś do nich wrócę bo to mankamenty szczegółowe, ale przyćmiewa je jeden największy, którego nie mogę wybaczyć i który zniszczył cały, nabudowany klimat – otóż zakończenie,
SpoilerShow
gdzie w ruch idzie łopata … Naprawdę liczyłam na to, że Edith wepchnie Lucille w to obrotowe koło, albo chociaż na łyżki koparki. Mieli odlew, mogli ją bardziej pokiereszować. Taka śmierć byłaby też bardziej znacząca, w końcu pada w filmie zdanie, że ona z Thomasem wspólnie odnieśli sukces, że udało się tę maszynę zbudować i uruchomić. Nic takiego się jednak nie stało, a Edith triumfuje nad zwłokami Lucille, jak krecik na swym kopcu (czekam na ten kadr z filmu żeby zrobić mema xD).
I to właśnie to zakończenie zaniża u mnie ocenę filmu, szkoda bo nie wiele brakowało.
Ana pisze: Zapomniałabym, coś mnie po seansie nękało, a konkretnie
SpoilerShow
kogo miał na myśli duch matki Edith mówiąc, że będzie miała jego krew na swoich rękach? O Thomasie, Alanie czy o ojcu? Bo w sumie dwóch przez nią zginęło,a dosłownie miała krew Alana i "duchową" Thomasa na rękach :D

tak jak Rav mówi,
SpoilerShow
wg mnie chodziło o Thomasa, że zginął przez to że ja pokochał, stąd ta scena gdzie przez palce przelewa się jej widmo krwi wyciekającej z jego policzka.
Mimo wszystko, nie doszukując się w filmie ambitnego widowiska, oglądanie go sprawia czystą przyjemność estetyczną. Gdyby nie wspomniana końcówka, która budzi śmiech zamiast przynosić rozładowanie kulminacji emocji to całość byłaby cudna. A tak zostaje cień niedosytu.
I feel as if a link exists between your heart and mine...

Awatar użytkownika
LeaShelton
Starszy szeregowy
Starszy szeregowy
Posty: 29
Rejestracja: wt 28 paź 2014, 16:41
Lokalizacja: Ada, Oklahoma

śr 28 paź 2015, 18:19

Dla mnie sam film był po prostu dobry, a to dzięki bardzo dobrej, miejscami, znakomitej grze aktorów (Tom, Jess i Charlie)....
Sama natomiast otoczka tego filmu, mocno przerysowana i miejscami totalnie nie trafiona! Kostiumy dopracowane, widoki piękne....
Uwielbiam scenę tańca Toma i Mii. Tom przepięknie tańczył....Co ja bym dała, żeby tak ze mną! Ok, odbiegłam od tematu....Poza tym, scena w pokoju, na poczcie....Tom był, hm, bardzo sugestywny....<3 Najgorsza w całym filmie była Mia Wasikowska....Ludzie, jakby kij od szczotki połknęła...Drętwa i bez wyrazu....Kiedyś tak zagrała w Troi Diane Kruger.... :P

Awatar użytkownika
Kamyk
Miodowy Major
Miodowy Major
Posty: 2599
Rejestracja: pn 25 sie 2014, 11:55

śr 28 paź 2015, 19:16

Ravengirl pisze:1. Szanowna Pani Cushing, wielka pisarka, wyzwolona kobieta, niemal feministka tamtych czasów. Broni swojej powieści z duchami, w której nie ma wątku miłosnego po czym zakochuje się po uszy w pierwszym lepszym gościu, który pochwalił jej pisaninę...
To akurat ja powiedziałam. :P Ale Rav, serce nie sługa, tylko spójrz na niego, jak on mówił, jak tańczył, jak wyglądał i do tego jeszcze ona go poznała jako takiego marzyciela romantyka pracującego nad hipsterską steampunkową maszyną, wykopującą jakąś glinę na angielskiej pipidówie co zupełnie nikogo nie obchodziło, przecież aż żal i litość ściskała na widok tych mokrych niebieskich oczu i jeszcze jak stał w deszczu pod jej domem to było takie "awww", całkowicie się identyfikuję tutaj z Edith. :D
SpoilerShow
To, że później się okazało, że Thomas jest jednym wielkim chodzącym failem, nie mężczyzną, to inna kwestia. xD
Ravengirl pisze: 9. Scena na poczcie, która wcale nie wyglądała jakby była dla Edytki nocą poślubną. Zero skrępowania, zero zażenowania, zero strachu. Zachowywała się jak doświadczona w tych sprawach pani, a przecież wtedy nie było internetu, kobiety nie wiedziały za dużo o tych sprawach. Jeśli ktoś miałby je w cokolwiek wprowadzać to matka, której Edith nie miała..
Może nie było neta, a książki to co? Nawet były pokazane w filmie jak Lucille podsuwała je Edith. ;) Zresztą chodziło o zaznaczenie, że to Edith była silniejszym charakterem i tą dominującą stroną.
SpoilerShow
To ona pocałowała go pierwsza. Plan był taki, że to Thomas miał uwieść Edith, ale było na odwrót. To on beznadziejnie się w niej zakochał i przez to zginął. Nie zgadzam się, że był niespójną postacią. On był totalnie oderwanym od rzeczywistości marzycielem, takim chłopcem, który nie widział świata poza swoimi zabawkami i marzeniami, przywiązany do domu, toksycznej relacji z siostrą. To, że wierzył, że ta maszyna zacznie nagle działać i wtedy jego życie magicznie się naprawi było tak samo naiwne jak to pod koniec, że Lucille zaakceptuje jego miłość do Edith i będą żyć razem długo i szczęśliwie. A może miał gdzieś tam w głowie myśl, że Edith nigdy nie wybaczy mu tego co zrobił, że nie jest w stanie żyć bez Lucille i bez miłości Edith, więc mówiąc siostrze prawdę podjął już decyzję, że skoro tak to woli umrzeć. Nawet nie był specjalnie zaskoczony tym co mu zrobiła. Biedny, nieszczęsny Thomas...

Awatar użytkownika
Monique
Generał
Generał
Posty: 2584
Rejestracja: czw 14 sie 2014, 07:35
Lokalizacja: I'm a hobbit from the Shire

śr 28 paź 2015, 19:35

Czas bym i ja dorzuciła swoje trzy grosze o filmie.
Nie zamierzam pisać długich wywodów, wszystko zostało powiedziane powyżej. ;)
Zgadzam się z moimi poprzedniczkami, film dobry ale spodziewałam się czegoś więcej.
Brakowało mi mroczniejszej atmosfery.
Aktorsko film się wybronił. Cudowna Jess ( chociaż mogło być jej więcej). Mia pozytywnie mnie zaskoczyła.
Wcześniej miałam mieszane uczucia względem tej pani. Charlie... I tu będę chyba jedną z nielicznych. Ja polubiłam doktorka. Szkoda, że było go tak mało. Na koniec zostawiam Toma.. Jak zwykle poradził sobie z rolą. Wyglądał cudnie jak to Tom ;) Niestety, przykro mi stwierdzić, że chociaż miło się patrzyło na sir Thomasa.. Zawiodłam się trochę.
Rozumiem, taka rola, ale pan Hiddleston to przecież niezwykle utalentowana bestia. Miałam nadzieję, że pokaże mam więcej..
Coś czego jeszcze nie widziałyśmy.
SpoilerShow
bez podtekstów proszę :wink:
Obrazek

ODPOWIEDZ